W sobotę był pogrzeb. W Wadowicach. Powiesił się nawet nie wiem kiedy dokładnie. Albo kiedy go znaleźli. Powiesił się i w sobotę już pochowali go. Kolejny. Tylko tym razem już nie-tak-bardzo-obcy. Wręcz bardzo bliski. Aczkolwiek dawno nie widziany. I już nigdy go nie zobaczę. A chciałam bardzo.
Dziwne, ale spośród tylu osób z tylu klas z tylu szkół, tylko jego wspominałam za każdym razem. Wspominaliśmy. Zawsze miałam jakąś słabośc do tego chłopaka, który wybuchał, krzyczał i wyzywał znienacka, jak i znienacka się uspokajał. Chłopaka, który zawsze wiedział kiedy mam okres i mi to mówił <tak, żebym teżo tym wiedziała>. Chłopaka, którego oczy zawsze mi się podobały a głosu chyba nigdy nie zapomnę.. Ani tego jak krzyczał na mnie, ponieważ wg niego „uważałam się za lepszą, bo mam lepsze oceny” po czym już normalnie ze mną rozmawiał i się śmiał. Ani jak na sprawdzianach z matematyki się odwracał chcąc spisywac odpowiedzi, chociaż nawet się nie zdążyłam podpisac na kartce <i tutaj też miał pretensje>.

Chcę zapytać o tyle rzeczy naraz
Naraz minimalnie się wyciszam
Otwieram gębę by wypadły słowa
Ty kładziesz palec na mych ustach – ćśśśś…
Cisza…