marsja blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2010

Dziadkowie MW zaprotestowali. Za oknem minus tysiąc, kaloryfery lodowate, śpię w dresie, skarpetkach, pod kołdrą I kocem. Nie no, oni nie widzą potrzeby palenia w piecu odkąd się rodzina L. wyprowadziła, bo dla kogo mają palić?

Brat A. nie przyjechał. Może to i lepiej. Nie przywiezie przynajmniej balastu zbędnego. Ja będę spokojniejsza, w związku z czym wszystkim będzie się lepiej żyło. W ogóle zastanawia mnie podejście balastu J. do mnie. Raz rozmawia, pyta, śmieje się, innym razem ani „cześć” ani „smacznego” ani nic. A potem pyta mamy B. czy ja jej nie lubię. Przy czym zawsze to ona sobie punktów nabije u rodziców AB, bo potem wychodzi, że to JA jestem ta co nie rozmawia, nie uśmiecha się i wychodzi. No a kogo ja bym musiała zapytać czy J. jest na mnie zła, żeby móc rywalizować z nią w punktowej klasyfikacji? Wybieram mniejsze zło- wychodzę.

Kuzyn T. kilka dni temu się postarał mnie zszokować. Myślałam, że już mało rzeczy mnie zaskoczy. Osoba, z którą, co prawda, miałam kiedyś świetny kontakt, ale nie rozmawialiśmy od ponad roku już. Ni stąd, ni zowąd, odzywa się na tym wspaniałomyślnym komunikatorze, jakim jest GG. I co pisze? Ano, zamiast typowych zwrotów „hej! Co tam” kuzyn T. pyta „zostałabyś świadkową na naszym ślubie?” Dobrze, że siedziałam na nowym krześle (które dostałam na święta), bo ze starego mogłabym spaść. I w sumie dobrze, że to przez GG, bo nie wiem czy dalej by chcieli mnie jako świadka, gdybym zaczęła wydawać przy nich dźwięki typu „yyyyyyyy…..eeeee……nooooooo….yyyyy….”, bo tak to wyglądało „na żywo”. W wersji GG to wyglądało bardziej cool („wow!:D zaskoczyłeś mnieJ ale wstępnie się zgadzam”). Po poradzeniu się mamy B. i babci M. co mam zrobić, babcia M powiedziała, że nie mam już 15 lat i że będzie mi to pasować, a  mama B powiedziała „przecież lubisz wódke”, pod czym babcia M. się podpisała też. No.

Pan M., w okrojonym towarzystwie nazywany CIULEM, dalej jest głupi jak but. Nie zmienił się od gimnazjum. Oo, przepraszam, zmienił się. Teraz mieszka w, jak to on nazywa, WROCLOVE, z jakąś tam dziewczyną i pracuje no i okazał się ciulem dla swojego przyjaciela. Peszek. Taaaak bardzo mnie zapewniał, że się MUSIMY spotkać przed świętami, kiedy to przyjedzie łaskawie do naszej dziury, po czym nie odpisywał na smsy przez 2 tyg, a gdy już coś napisał („kim jesteś bo nie mam twojego nr”) i nie odpisywałam 2 dni to ponaglał. Ja już rozkminiłam jego system, wg którego odzywa się zawsze wtedy gdy pokłóci się ze swoją panną. Także znam grafik ich kłótni.

Ostatnio spełniłam moje marzenie z gimnazjum. =] 


Dziękuję za uwagę. Dziękuję Czarnej, Dadze, Pauli, Jajku, Białej, za to, że są.

Może to taki dzień. Może to przez to, że wszystko mi dzisiaj wypadło z rąk. Może to przez śnieg. Może przez księdza-hipokrytę. Może przez panią śmierdzącą potem w tramwaju. Może tak tylko dzisiaj…

Ale to wszystko nie usprawiedliwi tego, że godzinę temu zalewałam się łzami spazmatycznie łapiąc powietrze, gdzie cząsteczki tlenu i azotu uderzały z ogromną mocą o podniebienie, przełyk, oskrzela i wpadały z impetem do płuc. Że jeszcze trochę wcześniej spoglądałam w jeden punkt oczekując że coś się poruszy, że coś ożyje. Nic. A jeszcze wcześniej, wracając z korków i zbliżając się do domu doszło do mnie, że od jakiegoś czasu po prostu czuję się obca w domu. Nawet nie chce mi się z nikim rozmawiać, potrafię zamknąć drzwi, żeby uniknąć rozmowy. I nie odpowiadam na pytania. Bo po co?

A zanim zbliżałam się do domu, stałam pośrodku boiska pokrytego śniegiem i czułam się jedyną istotą na świecie. Samą, opuszczoną. Nawet te parę samochodów wydawały się nie mieć właścicieli. Tylko ja, śnieg, noc i kilka SAMO-chodów.  Wcześniej powiedziałam co myślę na temat księdza, który gdy przyjeżdża jego matka, potrafi się rozkleić przed całym kościołem. Łajza.

Nic nie usprawiedliwia mojego postępowania. Szukam wymówek. Że to nie moja wina. Że na własne życzenie oddalam się od ludzi. Że podoba mi się Przyjaciel mojej Przyjaciółki. Że parę rzeczy w swoim życiu zrobiłam jak osoba bezuczuciowa. Że zamiast zostawić w spokoju troszkę rozdrapany pieprzyk, cały go wyrwałam. Że zmiażdżyłam palec. Że jestem taka. Że mogłabym być chudsza. O wiele. Ładniejsza. Mądrzejsza. Że zepsułam komputer. A nawet to, że żyję..

Kiedyś K. powiedziała mi, że mam się nie skarżyc i nie narzekać, bo inni tego nie robią. TO mnie przerasta. Nie potrafię..

..wraca fala spazmów i bólu.

 There’s something wrong with me chemically
Something wrong with me inherently
The wrong mix in the wrong genes


  • RSS