No to jeb! i mamy nowy rok. Dam sobie rękę uciąć, że nie będzie wcale nadzwyczajny i przełomowy. Po co się łudzić?
Następną notkę pewnie napiszę po sesji czyli przed wyjazdem na pół roku do Hiszpanii. Co tam mnie czeka? Nie chcę snuć planów i obmyślać strategii pobytu, bo nie ma sensu.
Wiem tylko tyle, że postanowiłam nie pić w tym roku wódki. Ponoć noc sylwestowa się nie liczy. No ok, piłam dzisiaj i jak na złość nic mi nie ma. Jakby było, szyciej znienawidziłabym Finlandie. Szkoda.
I nie ma mi przykro, że nie byłam na żadnym rynku w większym mieście w Polsce. Że nie byłam w górach ani za granicą. Że nie na balu przebierańców ani w dyskotece. Że byłam u znajomych kuzyna w małym towarzystwie. Noc jak co noc. Bawiłam się znakomicie bez ekshibicjonistycznej potrzeby pokazania że wielbią mnie tłumy. Ba! nawet sama, samiuteńka walczyłam o rację w sposobie pisania ‚W OGóLE’ (proszę państwa- to się pisze osobno!) Wygrałam. Co? Satysfakcję, że małolata zna się na czymś.
Czego sobię życzę na nowy rok? Niczego. Tylko chciałabym mieć taką imprezę pożegnalną z prawdziwego zdarzenia. Taką niespodziankową i tylko moją własną.
Dziękuję za uwagę i za wysłuchanie (przeczytanie) pijanej (prawie) Ani.
Dobranoc.