Heloooooł! Wróciłam i jestem. Chciałabym napisać, że nie było mnie z powodu jakiejś ważnej sprawy, że z powodu wyjazdu, z powodu zakochania czy innego dziwactwa. Nie było mnie z najnormalniejszej rzeczy na świecie- z powodu lenistwa. O.

Dziwne, że jak nie mam czasu na pisanie, po głowie mi chodzi tysiące myśli. Ale gdy już mam czas, mogę pisać- pustka w głowie. Tak jest i tym razem. Proszę o wybaczenie wielmożnych czytelników, że się wyrażę. Postanowiłam pisać krócej a częściej.

Tak więc aby nie było pusto- zostałam blondynką. A raczej bardziej wyglądam jak jeden z braci Słowian z plemienia Piastów, tych od Kołodziejów. Ale mi pasi.

 

There are no coincidences, Delia… only the illusion of coincidence. I w to (jak powiedział Pan V.), coraz bardziej zaczynam wierzyć. W sumie to chyba wierzę już zupełnie. A cytując Pana O.W.Granta: Every event is inevitable – if it wasn’t, it wouldn’t happen. Coś chyba w tym jest. Nie ma przypadków. Wszystko co się dzieje jest nieuniknione. W przeciwnym wypadku to by się nie zdarzyło. Może idę na łatwiznę, może staram się wszystko wytłumaczyć, jak starożytni tłumaczyli sobie niewyjaśnione zjawiska przyrody istnieniem bóstw. Każdy ma swoją filozofię, ta jest moja. Tak samo jak ta, że człowiek nie jest jednym z kilku miliardów szarych trybików ogromnej maszyny, która napędza świat. Wolę być wyjątkowym pierwiastkiem (nieopisanym), pierdoloną Mrówką Z. No trudno, co niemniej nie oznacza, że jestem egotykiem (nie w 100%, może w 85). Ale tam chrzanić to. Idę oglądać „Spadkobierców”.

 Victims; aren’t we all?