marsja blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 3.2008

Lubię oglądać filmy. I już wiem dlaczego. Dzisiaj wywnioskowałam czemu podświadomie wolę spędzać sama czas i wpatrywać się kolejną godzinę w monitor obserwując zmagania wymyślonych postaci granych przez snobistycznych milionerów.

Wymyślone postaci nie obiecują. Nie kłamią. Nie zawodzą. One pojawiają się w pierwszej minucie i znikają po napisach. Nie spędzają ze mną dnia. Nie rozmawiają ze mną bezpośrednio. Nie są miłe tylko jak czegoś ode mnie potrzebują. Mają mnie generalnie w dupie. Jak wszystkich. Taki układ oczywisty. Ja gram- ty oglądasz. Nasz związek trwa półtora godziny. Niczego nie oczekujemy od siebie. Fajnie cię widzieć, ale do jutra możesz mnie zapomnieć a ja ciebie. I nikt tutaj nie płacze.

W życiu jest na odwrót i to dlatego nie ufam. Bo jak zacznę to jeb! Znowu ktoś mi uświadamia, że to nie jest film, że tutaj są jakieś zasrane reguły i tutaj nie można mieć nikogo w dupie. A jakoś ja się czuję coraz częściej jak widz a ludzi wokół postrzegam jako postaci z filmów. Wszyscy i wszystko jest ważniejsze. Ja to zawsze nie ten czas i nie to miejsce. A w razie czego można mnie nazwać głupią kłamczuchą, bo łatwiej, prawda? Zawsze można powiedzieć „sory, ale nie”, „on był pierwszy”, „jednak zmieniłam zdanie”, „i po co kłamiesz?!”. Skoro wszystko jest skazane na niepowodzenie, to dlaczego mam się kłócić i dyskutować? Ano żeby można mnie było nazwać niewychowaną i krnąbrną.

Filmy są lepsze, definitywnie. Nie ranią.

 Take a bow, play the part of a lonely, lonely heart
Say goodbye to the world you thought you lived in
To the world you thought you lived in

Podwyższone OB i
obniżona morfologia nie świadczą o żadnej chorobie. Czasem tak jest. Wystarczy pić
sok z marchwi, żreć nać pietruszki i już.

Rodzice się do
siebie nie odzywają. Ot, taka tradycja przedświąteczna.

Śliczny był w
Alpach i chodził prawie nago po śniegu. Teraz jest chory. I zły i nikt się nie
może do niego zbliżać.

Białej nie umiem
rozśmieszyć. Woli Resztę. Reszta ma to „coś”. Biała generalnie chyba za mną nie
przepada.

Czarna zadzwoniła. Lubi
mieć ten „konekt”. Ale i tak to nie zmienia faktu, że chce spieprzyć do
Wrocławia.

Dagmara ma ciągłe
depresje na przemian ze stanami euforii. Czasem się spóźnia do szkoły. I chce
się wyprowadzić z domu. Do Wrocławia, dokładniej.

Siwy jedzie do
Warszawy. Na Ruhanne. I ma dziwne kontakty ze swoją byłą/obecną/byłą/obecną
dziewczyną.

Pedro ma mi dać te
filmy, ale ja się opieprzam i nie umiem znaleźć krzty chęci, żeby je zabrać.

Długas permanentnie
oświadcza, że kocha nas wszystkich. Cholera, gdybym nie wiedziała, że to
człowiek przesiąknięty cynizmem, uwierzyłabym.

Ktoś już się do
mnie nie odzywa. To ja go wrednie potraktowałam.

Pimol jest chorzy.

Szajba, dekiel
jeden, zapomniał płyt przekazać.

A w Chinach dalej
protestują.

 

 

Za oknem zima trwa.

Tak jak trawa jest zielona, tak życie Ograniczonych jest nudne.

Ot tak.

Ograniczone umysły już tak mają- są po prostu nudne. Ani o czym z nimi pogadać, ani co ciekawego porobić. Tak tylko gniją, już nawet nie egzystują, gniją jak pierwsze lepsze gówno i gapią się w monitor. Co tam widzą? Inny świat. Lepszy. Idealny. Zapytane przytakują, coś mrukną pod nosem, zrobią skurcz mięśni twarzy i znowu- uff- spokój na kilka chwil od ludzi.

Nie są elokwentne, zacinają się(nie tylko przy goleniu), wyjaskrawiają albo przyciemniają świat. Jak nie wiedzą co powiedzieć albo jak się zachować, robią głupie miny. Nie umieją dobierać ciuchów, nie lubią dyskotek.

Układają plan idealny ucieczki. Starannie i misternie knują. Takie knury z nich. Czasem ktoś wejdzie im w drogę i popsuje jakąś część układanki(Ograniczeni się wtedy cieszą, naprawdę), ale ten ktoś przeważnie szybko znika i mogą działać dalej. Problemem jest fakt, iż nie wiedzą tak dokładnie dokąd chcą uciec. Liczy się idea. Idea podtrzymuje ich każdego dnia od upokarzającego upadku na środku „wychodka” między dwoma budynkami uczelni i upokarzającego zanoszenia się szlochem. To jest takie ograniczone.

Bo właśnie- ograniczenie Ograniczonych jest zabawne. Oni tego nie lubią. Ograniczenia. Jakby nie było ograniczenia jako takie samo w sobie z definicji musi ich ograniczać, więc paradoksalnie odsuwają to swojego rodzaju powołanie czy przeznaczenie, robiąc z siebie durni.

Ale oni też czują. Niekoniecznie lubią jak ktoś się z ich śmieje bez przerwy. To jest smutne. Chyba nie bardzo też lubią jak ktoś ich olewa. To ta nie całkiem rozwinięta duma. I chęć akceptacji. Bo niby w dzisiejszym świecie tolerancja najważniejsza.

Sucha trawa jest żółta. A spalona jest czarna..


  • RSS