marsja blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 11.2007

(ze starych przemyśleń)
Właśnie tak. Bo czy to pierwszy raz? Pierwszy raz ktoś rzuca słowa na wiatr? Czy pierwszy raz ktoś płacze przez kogoś, bo ten ktoś milczał? Nie. To się działo już od lat. Od cholernie długich, monotonnych i nudnych lat.
Czasem przychodzi taki moment, że mam wszystkiego i wszystkich dość. Chcę się wycofać i wyciszyć. Wyłączam komórkę, nie odpowiadam na pukanie do drzwi. Zamykam się w najbliższych mi czterech ścianach i upajam się przerażającą ciszą. Cieszę się przebywaniem sam na sam ze sobą. Za żadne skarby nie zamienię tego na spotkania towarzyskie. Tak muszę.
Jednak po pewnym czasie czegoś mi brak. Gdy już sukcesywnie zapominam jak to jest rozmawiać z drugą osobą, daję znać, że żyję. Najnormalniej w świecie staram się przekonać świat, że żyję. ‚Hura, cieszcie się, zróbcie imprezę, ale nie zapomnijcie mnie zaprosić.’ Ale co zrobić, gdy nikt tej imprezy nie organizuje? Coś jak wyjście aktora na scenę, ale zamiast oklasków słyszy tylko bzyczenie muchy. TEJ cholernej muchy właśnie.
Zamiast buraczeć ze złości w tym momencie, zamiast krzyczeć na innych, że są beznadziejni, że to JA przecież, że zabawa, że kurcze nooo, to siadam na środku w tej za dużej sukience (w której niby miałam wyglądać jak dorosła), rozmazuję ten masakryczny makijaż. Płaczę. Bo rozumiem, że jestem egoistką i tylko czegoś chcę od innych. Zasypiam ze zmęczenia.
Po przebudzeniu pragnę wszystko zmienić. Porozmawiać o ich problemach. Przecież mam w komórce tyle numerów. Pierwszy..
‚aha, jesteś zajęta…nie no, rozumiem. Jasne. Pa.’
No cóż, faktycznie musiała mieć ważną sprawę. Bo jakby nie to nie powiedziała by miesiąc temu, że ZAWSZE mi pomoże. Ok, dalej..
‚A, chłopak jest u Ciebie.. Nie, nic się nie stało, ja tylko.. Aha, pa.’
On musiał mieć większy problem. To może..
‚Właśnie wychodzisz? Za późno zadzwoniłam? Nie możesz teraz..pa.’
To nic. Rozumiem. Wyjdę, może kogoś spotkam..
Idę nie patrząc przed siebie. Ubrałam się iście efektownie- w podartą suknię dorosłej (bo tak łatwiej, co nie?). Staję przed szybą. Za nią siedzą ludzie. Śmiesznie- jak ryby w akwarium. Obserwuję ich z zaciekawieniem czy mnie zauważą. Chyba nie. Jakieś tam prawa odbicia światła, czy coś. W rogu TEGO pomieszczenia siedzą Oni. Ci, którzy biegli mi z pomocą ‚na sucho’. Kiedy nie trzeba było. Ale przecież mieli coś pilnego. A ja.. Ejj nooo, ja też jestem fajna! Umiem cały proces dzielenia komórki, wliczając crossing-over. Umiem już logarytmy. POPRAWIŁAM NA 4+! I serwować piłkę umiem..
Popatrzeli na mnie jak na E.T. I wybuchnęli śmiechem.
‚Ej, laska, ty myślisz, że jak się nie odzywasz to potem mamy lecieć do ciebie jak na skrzydłach? Sory, ale już nie liczysz się tutaj’.
Chciałam się pociąć. Ale sklep z żyletkami splajtował 3 dni temu. Miałam sznur i gałąź, ale nie umiałam sobie węzła zrobić. To wskoczyłam do wody, z tym że była mi po kolana. Zjadłam tabletki, ale to były witaminy. Głupia idiotka.
Podeszłam do beznogiego żebraka i usiadłam obok..
‚Wypierdalaj stąd, kurwo. Ludzi mi odstraszasz..’

No to walimy- dziennie jakieś procenty, jakby od tego zależało czy jutro się obudzę. Zasypiam o porach, w których już nie opłaca się spać. Ścinam włosy, chociaż miałam nie obcinać. Nie uczę się, bo po co? I tak na naszej uczelni przebywa Borys Szyc, Kurt Cobain i Edward Norton. Phi. A ja mam ADHD.
Głupio tak siedzieć z boku i obserwować, być biernym. Kiedyś było inaczej. Kiedyś…oj taaak. Ale teraz, bo dorosła, bo odpowiedzialna, bo dojrzała. I z tego wszystkiego nie mogę się odzywać. Suma sumarum- muszę siedzieć cicho z boku, bierna. Fuj. Bo inni mogą. A ja nie.
Alkoholizm.
Migrena.
5 rano.
-3C
Bezsennosć.
Kawa.
I TY, wredny, gdzieśtam..=]
Remember, when you’re with me, it’s the only time you’re not the strangest person in the room. So go ahead, get weird with me..


  • RSS