Pochrzaniło mi się w moim świecie. Najpierw zaczęłam studia w lesbijskim świecie Gallus’a. A dzisiaj się dowiedziałam od jednej PANI z grupy, że jestem nienormalna. O.

Tak się zastanowiłam, że gdybym pisała tutaj notki w radosnych momentach, to ten blog byłby całkiem-całkiem. A tak jest niecałkiem, średnio-mierny, raczej-do-dupy.
Wracając do- cierpię na chroniczny brak alkoholu we krwi, w wydychanym powietrzu, w ogóle w pobliżu. Mam ponadto napady paniki, złości, histerii, śmiechu, płaczu i zawiasu naraz. Cierpię na brak Ważnych Osób.

Boję się zaufać. Bo dzisiaj kolejny raz się okazało, że nie warto. Ot, spaczony umysł.

..knowing nothing is better than knowing it all..

Głupiutka będę w klapkach zimą po dworze latać i bawić się młotkiem w terminatora. Nieświadoma, niedoinformowana, szczęśliwsza.

And I find it kind of funny, I find it kind of sad. The dreams in which I’m dying are the best I’ve ever had..