Czasem jedno spotkanie, jedna rozmowa może odmienić życie człowieka. W jaki sposób?
Miałam mieszane uczucia, żeby TAM pojechać. Niby sama od siebie zapisałam się, niby chciałam, ale do samego przyjazdu się wahałam. Podjeżdżając pod klasztor na rekolekcje ręce mi się trzęsły. Zdawało mi się, że tam nie pasuję.
No i początkowo tak było. Wszystkie z ‚oazy’ z jakichś chórów, uduchowione. I ja- ta, która nie znała ani jednej piosenki oazowo-dzieciomaryjno-kościelnej. ANI JEDNEJ! Siedziałam i zastanawiałam się co tu robię i ile jeszcze do kolacji, kiedy reszta wczuwała się w śpiewanie. Zresztą zawsze czekałam na śniadanie/obiad/kolację.
Na pierwszej kolacji tylko ja od razu usiadłam. Wszyscy stali i czekali na modlitwę-piosenkę, której zresztą tradycyjnie i tak nie znałam. Najlepiej mi tam wychodziło wycieranie talerzy po posiłkach.
Ksiądz był fajny. Taki młody, wesoły, zabawny. Siostry też. Taka grupa agentów- pozytywnie zakręconych.
Skrótowo- po kilku rozmowach z księdzem, siostrami przekonałam się, że samo życie może sprawiać radość. Czasem nie warto się przejmować czy tam denerwować czymś, co nie jest aż tak istotne. Poznałam fajnych ludzi, bardzo wartościowych. No i, chyba trzeba to przyznać, rekolekcje mnie odmieniły i nawróciły. Troszeczkę.
Tak po krótce to tyle. Zresztą- nikt tego nie czyta.