marsja blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 6.2006

powinnam teraz siedzieć i płakać. ba, ryczeć. przeklinać, kopać, nie zgadzać się. narzekać na niesprawiedliwość, na stronniczość. ale nie. nie umiem. fakt, kilka razy krzyknęłam „puta”, nawet na opisie tak mam. bałam się tego. śniło mi się to już od 3ch nocy- taki sam finał. ściskało w żołądku, fakt. kciuki, szepty, podskoki. chwila radości. chwila podniecenia, tego pozytywnego. a jednak. przegrali.

i kto mi teraz powie, że jestem normalna..

„Vamos Tevez! Vamos Argentina!” dupa.

skończyło się, w końcu. to całe „profesorowanie”:
„pani profesor, kiedy można tą jedynke poprawić?”
„panie profesorze, gdzie klucze do magazynku?”
„dzieńdobry, przepraszam, pani profesor x. prosi o dziennik/krede/wpisanie tematów”
„pani profesor, można by tak przełożyć ten sprawdzian, bo w środę już mamy 2 sprawdziany i 5 kartkówek???”
„panie profesorze, zapomniałam zeszytu”
obiecałam sobie (i Okruchowi- 7 maja o godz. 18:17), że będę miała pasek na koniec. i mam, z nadwyżką, bo średnia 5.0.
koniec spieszenia się na autobus, wczesnego wstawania, myślenia jak sie ubrać. koniec tłocznego dojazdu. koniec zostawania po lekcjach na nie-wiadomo-czym.
koniec oglądania jego. nie poptrzebuję już mówić: „patrz! idzie! co mam teraz zrobić?!” może jeszcze chcę, żeby patrzył, żeby uśmiechnął sie. to chyba normalne i miłe. nie chcę już smsów.
koniec namawiania i proszenia. tyle obiecanych chwil, nasyć się tym i won, smarkulo!. nie potrzebuję tego.
koniec przeżywania. zobojętniałam. może to przez fakt, że za miesiąc już będę sie starzeć. stanę się oschła, zimna i niewzruszona. ot co.

„Wczoraj Anioł rzekł: nie!”

  • RSS