marsja blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2006

Gdy braknie łez, w ciszy i spokoju odzywają się dwa głosy.
Głos zewnętrzny mi mówi, że wszystko jest w porządku. Że tak zawsze było. Drzewa są niebieskie, a słońce jest zielone. Wiosna pachnie cynamonem a lato krzyczy mrozem. Ból jest oczekiwaną rozkoszą a radość zasługuje na karę śmierci. Samotność to norma a przyjaźń zwyrodnienie. I to jest normalne.. I skulona leżę na łóżku i sie zastanawiam czy już nie zwariowałam.
Głos wewnętrzny stacza ciągłą walkę na polu minowym. Z syzyfowym skutkiem stara się odżegnać głos zewnętrzny. Stara się sprawić żebym czuła, cieszyła się. Że te pragnienia wolności to nie są pragnienia śmierci..

„There were times in my life
When I was goin’ insane
Tryin’ to walk through
The pain
When I lost my grip
And I hit the floor
Yeah,I thought I could leave but couldn’t get out the door
I was so sick and tired
Of livin’ a lie
I was wishin that I
Would die”

Iiii po. No tak jak się spodziewałam- szybko, krótko i niewinnie. „A tulipany o tej porze drogie są.” Moze i są. Ja mam jednego.
I znowu powrót. Z niespodziankami. Rajsko- głupia dziura. Prawie bym tam nocowała przypadkowo…
Ale wróci. Obiecał i wróci. Tak mi sie wydaje.

Zła jak dotąd na kogoś. Ten ktoś na mnie. W sumie mi to nie przeszkadza, ale czasem przykro jest. No.

„We said „goodbye” a hundreth time, and then tomorrow we’ll do it again..”

Jutro. JUTRO?! Yhy. Kraków.
Obiecywali. Ale sama.

Jutrzejszy dzień spędzam w Krakowie, mając nosie parę osób.

„Jeśli któregoś dnia pomniki
Zaczną gadać, to Mickiewicz
Wszystkim rozpowie, że byliśmy
Tamtej nocy razem..”

Szkoła pod wieloma względami jest trudna. Nie tylko przez nauke. Życie, tu się człowiek uczy żyć. Ciężko jakoś tak siedzieć cicho. Ale czasem trzeba. Ja już się prosiłam, pytałam. Nie dostałam ani pół odpowiedzi. I cisza.

Ostatnio. Ostatnio się źle czuje. Taka jakaś zużyta, wykorzystana. Przeżuta i wypluta spowtorem uformowana prowizorycznie. Tabletki już codziennie jakieś jem. Bo zaatakowało mnie TO. Dzisiaj TO siadło najpierw na mózg, potem na płuca. Czasem siada na nogi, a najczęściej na brzuch. I połykając kolejne pigułki śmiać mi się chce, że starzeję sie. Jednak. Spać nie umiem, wstać nie umiem. I odchudzam się. Tak jakby. Bo to w sumie chyba głodówko-normalność. Ech, nieważne.

A i on nawet mnie wkurza. Totalnie. Ale znowu te kwiatki, te uśmiechy, te „kotki”. Achuję sobie, że jestem puchem marnym..

Rzygać, rzygać!

Po wczorajszej wizycie w G. niewyraźnie się dzisiaj czuje. Psychicznie. Chyba. Popijając coś jeszcze niedozwolonego dla mnie, zakrztusiłam się widząc jedną osobę. O dziwo nie był to chłopak. Lekcja- jeśli ktoś tobie mówi, że czegoś nie robi, ale i tak to zrobi to znaczy że nie chce tego robić z tobą. Tak jakoś to chyba leciało.
A i po opisach duuużo sie można dowiedzieć.
Sama ponoć rozczarowałam,
(ale czy tak naprawdę?)
więc niepowinnam się czepiać.
Niby tak.
Ale.

Dopisek:
Nie wolno chodzić bez czapki w zimę po dworze!

Pech to pech. No tak. Ale za to w przyszłości chyba lepiej będzie. Bo już „niemoralną propozycję” dostałam. I mogę. Bo to nic złego, że 18-letnia prawie dziewczyna ma możliwości do zakochania się. I spotykania z innymi. Z innym. I dlatego chwilkę płakałam. Ale już nie. Dlatego tyle pytań o metrykę: imię i nazwisko? ile lat? skąd? co studiuje? wzrost? No. A ja rumieńców już powstrzymać nie mogłam.
Za to się przekonałam, że liczyć można tylko na siebie lub na osoby, którym na nas zależy. Taka głupota a tyle nauki.

I zastanawia mnie jeden fakt. Gdy mamy czarne myśli, na siłę próbujemy znaleźć coś co nas od tego odsunie. Szukamy tego w znajomych, w zwykłych rzeczach. Jednak one nas rozczarowują i te czarne myśli potęgują. I tak aż do jakiejś granicy- załamania, depresji, nie wiem. Ale wystarczy że jest ktoś, kto myśli (nawet o 3 w nocy) o nas, kto zawsze mówi „czekaj o…”, kto się wkurza jak nie dochodzi do spotkania i wraca uśmiech, rumieniec. I chce się żyć, chociaż dla tej jednej osoby. Tak, chcę.

Chwyta mnie pomału taka nerwica na „k”. Z Krakowem, ze znajomymi, z tym wszystkim dookoła.
Ile razy słyszałam: „Jasne, że pojedziemy z tobą do Krakowa!” Teraz słysze to samo z „nie” przed czasownikiem…

Widać wyraźnie wszystkie bariery znajomości, zamieszkania, bliskości. Bo ja Was znam 1,5 roku, bo mieszkam w innym mieście. Jasne.

Wanna die.

Telefon co prawda nadal milczy, ale gg działa. Znaczy zawsze działało. Tylko on odkrył nareszcie, że ma to gg i może napisać co i jak. „Kotkował” jak zwykle. Ale jak zwykle nie jestem zła.
Obawiam się jedynie tego wyjazdu. Ciągle mam wrażenie, że zależy mu tylko na łóżku…

Nienawidze pogrzebów!!!->myśl nr 1 na dzisiaj.

Nigdy już więcej nie wezmę zbyt ostrego koloru farby do włosów- bo czasem w końcu wychodzi jak na pudełku-> myśl nr 2.
Chociaż czerwony kolor znowu mi się spodobał..

Muszę z nim porozmawiać poważnie.

„jeszcze ciągle usmiecham się do siebie w lustrze
jakoś to będzie- mówię- trzeba
trzeba napalić ogień kupić chleb
przeczytać Platona
trzeba pomyśleć o jutrze”

Nie chcę takiej zimy. Nie chcę czarnego śniegu. Ani szarego. Chcę biały. Lekki. Brokatowy.
Nie chcę jej, boo On taki zimowy. Górski, śniegowy. Nawet mówi teraz tak chłodno, mroźnie.
Chcę lato. Bo mogę jeść truskawki. I leżeć na trawie. I upiec sobie na urodziny ciasto. I nie myśleć tyle. Nawet sukienkę mogę włożyć. I biegać.
Telefon poszedł na chorobowe. Milczy.
Złość moja przechodzi w żal. Boo nic nie zrobiłam. A płakać nie umiem. Tylko serce sie wkurwiło troche. Cóż poradzę…
Ja już za dużo napisałam. I dostałam za mało odpowiedzi. I jak znowu zobaczę „kotku”… pewnie znowu mi przejdzie. Jestem jak dziecko, któremu sie poplątały nogi.

„jeszcze ciągle kiedy oddycham
srebrzy się powietrze
drobny obłok przez chwilę drży potem się rozpływa
i nie ma nic
ani uśmiechu ani myśli o jutrze
ani ciepłego dotyku dłoni- żywej”

H. Poświatowska


  • RSS