marsja blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2006

:(

2 komentarzy

Jenyyy jaka wkurwiona jestem.
Miłe uczucie jak ktoś olewa…
Wrrrr!!! Japierdole!

Gdy napada mnie histeria mam ochotę spalić cały świat. Nie umiem złapać oddechu, kręci mi się w głowie, wszystko jest dziwne. A ja tylko powtarzam „ja nie chcę! Boże pomóż..” Rzucam się na łóżko i rycze na głos. Potem tulę poduszke najsilniej jak mogę i staram się uspokoić. Gdy już myślę, że wszystko ok, znowu się zaczyna. Targam włosy, staram się nie rzucać wszystkim (bo nie mam kasy na kolejną naprawe komórki). Po pewnym czasie przechodzi. Ale zostaje żal. I wtedy tylko płaczę. Aż mi się odechce. I potem cisza. Spokój.
Tak bywało wcześniej. Tak było i dzisiaj. Po stwierdzeniu, że z całym szacunkiem, panie Mickiewicz, ale pan mnie może pocałować, na znak protestu założyłam ciemne okulary. I puściłam Blood Is The Harvest. I zjadłam całą czekoladę. Zaczęłam się kręcić na krześle. Po pewnym czasie stwierdziłam, że ta czekolada to była pomyłka, poszłam do łazienki. A tam rzygałam. Aż cała czekolada wyszła. Stwierdziłam, że mam zadatki na bulimiczkę. I w ciemnych okularach leżałam i słuchałam. Jednak duch Mickiewicza chyba mnie wyśledził. Zaczęłam płakać. No a reszta jest już na początku opisana…

Chyba jak Bozia dzieliła uczuciami to wcisnęłam sie kilka razy w kolejkę. Bezsensu. Widzę w tej chwili, że uczucia we mnie są ponad rozumem. Że nie kieruje się myślami tylko instynktem.
I znowu On. Znowu rozmowy. Kurcze, po co zaczynałam?!
Kraków… Być może. Aczkolwiek nie-na-pewno.

„Dyskretnej troski trzeba mi…”

***

Brak komentarzy

uderzył
znienawidziła go jeszcze bardziej
wyśmiał, opluł, zaszczuł
próbowała zamknąć się w swoim świecie
ale… on trzymał drzwi
poza tym… miał zapasowy klucz do serca

wstała
podeszła do jego twarzy
oddając po drodze do lombardu miłość…
oczy do oczu
usta do ust-
podarowała mu ostatni pocałunek
beznamiętny-
namiętność sprzedała za półdarmo parze staruszków
i pobiegła do ogrodu zapomnienia
aby pod drzewem nienawiści
wyrzugać go…

Ech. Staję się coraz bardziej beznadziejno-obsceniczna.

Krakowsko coraz bardziej. Coraz weselej i nerwowiej. Uśmiech wita na mojej twarzy coraz częściej. Chociaż łzy z gwałtownością ogromną czasem spadają. Ale chwile później uśmiech dookoła głowy z powodu kilku słów na wyświetlaczu Motoroli.
Zakładać się zaczęłam. O śnieg, o mróz, o lody czekoladowe, o ładniejszego. O wszystko. Wygrałam do tej pory: lody z bitą śmietaną i owocami, jego i niespodziankę. Przegrałam siebie. Cieszę się z tego:)
Narazie odliczam…20 dni. Co tak dużo?! Znając życie te kilka godzin minie szybciej niż zdążę wypowiedzieć: „Cudnie…”

No szczęśliwego…

„Ile razy Miller skłamał,
Ile Kwach obietnic złamał,
Ile Beger owsa zjadła,
Ile Kalisz nosi sadła,
Ile Pęczak wziął na boku…
TYLE SZCZĘŚCIA W NOWYM ROKU!”

U mnie się zaczęło niezbyt udaną imprezą sylwestrową. Ale wierzę, że ta najlepsza jeszcze jest przede mną. Może góry za rok? Któż to wie..?
Teraz oglądając diody migające przy telefonie i słuchając zaczarowanego „ding-dong” i składając bezsensowne literki w sensowne i wyczekane wyrazy i widząc TEN numer oraz imię T…. na wyświetlaczu, uśmiechając się pod nosem powtarzam sobie: „byle do ferii…=]” Tak…egoistycznie. Krakowsko.


  • RSS