marsja blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 11.2005

***

2 komentarzy

bez ciebie
jak bez uśmiechu
niebo pochmurnieje
słońce
wstaje tak wolno
przeciera oczy
zaspanymi dłońmi
dzień-

w trawie
przebudzony motyl
prostuje skrzydła
za chwilę
rozbłysną
zawirują najczystszą abstrakcją
kolory kolory kolory

szeptem
modlę się do uśpionego nieba
o zwykły chleb miłości

:)

Gdyby zebrać po kawałku każdego na kim mi zależy, wyszedłby chyba ktoś chory na schizofrenię paranoidalną. Taki dziwak, idealny dla mnie. Przez tydzień chodziłam „rozpromieniona, rozkojarzona, radosna, blebleble”… Wystarczy. Teraz zła jestem i będę. Próbowałam dać szansę sobie i jemu. Strałam się wyjątkowo („z naiwnością, na którą stać chyba tylko dziecko”). Niestety. Uśmiechałam się. Nawet gdy nijak miałam powody. Niestety. Codziennie myślałam o swoim ubiorze, makijażu, fryzurze, poruszaniu się, zachowaniu, kulturze, uśmiechu, gestykulowaniu, rozmawianiu. Niestety. Tydzień. O ten jeden za dużo. Chociaż dla innych to mało. Pierwszy tydzień źle wykorzystany. Niestety. Koniec. Finito. The end. Schloss.

lecz wyciagniętymi rękoma
dotykam tylko
mojej myśli o tobie…

jaka ja jestem…
B-E-Z-N-A-D-Z-I-E-J-N-A
!
nawet sama nie wiem czego chce.
a chce niby mało.
no, ale z moją beznadziejnością to i tym razem pewnie sie nie uda.
fajnie sie smsy pisze,
gorzej ze spotkaniem.
czego ja chce?
on ma zainteresowania,
potrafi zaimponować,
ma „kaloryfer”,
jest zakręcony
wysportowany
wygięty.
lubi taniec-
w troche innym sensie niż ja.
ma fajny tyłek
fajnie sie z nim smsuje
dojrzale,
o życiu…
chce sie spotkać.

I CZEGO JA KURWA JESZCZE CHCE?!

To taki specyficzny czas. Zbyt głupi dla mądrych. Zbyt nudny dla interesujących. Zbyt szary dla kolorowych. Zbyt smutny dla wesołych. Tak w sam raz dla mnie.
But something told me- let it die!

Nawet w domu cicho. Zbyt nudno i szaro. Żadnych rozmów o byle czym. Zero odezwań.
Wish I talked to you one last time, but something told me- let it die!

Nie gadamy i już. Przez coś bezsensownego. Ja nie przeproszę.
Walls keep screaming: ‚You’re not here and it’s time to die.’ This would be so fucking perfect to have you by my
side.

Nikt mnie nie zna- się dowiedziałam. Bo co? Jestem ta zła, bo nie pogadałam z nim o niej?! Bo jestem głupia, bo myślę o śmierci?! I z tego powodu jestem tchózem?! Bo gdy udaję że wszystko ok to jestem zajebista?! Ale gdy pokażę swoją prawdziwą naturę to już idę w zapomnienie, bo mam doła?! Że mogę to zmienić to nieprawda- nie można mieć wyboru przy wszystkim. Zbyt dużo poświęciłam.
You say I had a choice- what the fuck could it be? To give up what I truly love or a razor at my writs? And again I wake up to this life I despise…

I że płaczę tylko czasem nie oznacza, że już się stałam obojętna. Bo to nie tak. To się wszystko bierze z tego że już nie mam sił płakać. Ale w środku wszystko czuje. Odczuwam to jak zardzewiałe noże wżynające się pomału w skórę. Potem robią się strupy, biję się sama z sobą, toczę wewnętrzną walkę. I udaję. Wszystko od nowa.
Gotta get stabbed, get into a fight- broken bottle to my throat, and a switchblade to my heart- and I am back to where I start

A nienawiść wzrasta do rangi świętości. Pomału nie tylko ja to zauważam. A to przykre. Nienawidzieć prosto- kochać trudniej. U mnie chyba odwrotnie.
I can’t find a single reason to live, I’ve got 1000 reasons to hate,

Chciałabym już stąd odejść…
Someone please- burn this place!


  • RSS