marsja blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2005

…I remember halloween.

A może on tego nie chce? Nie chce swatów? Może chce żyć sam, bez obowiażków. Z butelką piwa w lewej ręce i papierosem w prawej.

Może oni jednak tylko udają, że się nie lubią? Przed innymi? Że mało gadają a tak naprawde prześcigają się w wypowiadanych słowach? I to tylko ukrywane przed światem, chociaż nie wiadomo czemu.

Bo może pojadę i samowolnie odwiedzę Cadmen Town? I stadion Arsenalu? I śpiewając „Barroom hero” albo „You’ll never walk alone” wypiję zdrowie na moje urodziny? Ale to dopiero za rok. A za dwa? Może spędzę w Cadmen Town halloween?

Może oni wszyscy kłamią. Może ja dobrze zrobiłam tak jak zrobiłam. I tak dużo, moim zdaniem. Nie lubie jak ktoś sie za kimś kryje. Jak ktoś załatwia sprawy za kogoś innego.

Mając ochotę kogoś zabić, w myślach zabijając- czy to się liczy jako morderstwo? I hope not… Jutro zagoszczę Świętych. I na cmentarzu płakać nie będę. Zapalę. Uśmiechnę się. Poudaję. Pospaceruję cmentarną aleją. Poszukam Ciebie- mój przyjacielu. Dzisiaj napewno nie-halloweenowo. Napewno gorzej. Napewno smutniej. Schizofrenicznie. Łzawo. Tradycyjnie.

Może ja nadal coś czuje do niego…?

A teraz całą noc prześpiewując Misfits’ów, Dropkick Murphy’s'ów, Los Fastidios’ów, Hey’ów, Casualties’ów, spędzę halloween… Samotnie. Tradycyjnie.

Ehh…

2 komentarzy

Zalałam. I nie mam już. I dlatego…

Każdy dzień jest inny. Dzisiaj coś jest, jutro tego nie ma. Ale wczoraj też tego nie było. Wczoraj było słońce, dzisiaj też, ale przedwczoraj nie było. Wczoraj płakałam, dzisiaj nie, ale jutro kto wie? Wczoraj mnie on nie rozumiał, tak wogóle nigdy mnie nie rozumiał. I nie zrozumie. To nie ja jestem dziwna tylko on. Kochany Piotruś. W nim jest więcej kobiety niż we mnie. Ale cóż- to on ma boskie ciało, to za nim wszyscy latają… Ech i och. Żenada…
Mam poczucie bezsilności i pustki. Bo? Bo mój czas wypełnia pusta plątanina myśli bezdusznych, bo moje łzy są puste, bo ja jestem pusta. Bezsilność? Hm, no, nic nie umiem. Nawet spać. Ani biografii Mickiewicza. Czemu nie potrafie sie cieszyć z czegoś, co mam, bo tego kiedyś chciałam? Bo tego nie mam tak naprawde? Zachowuję sie egoistycznie i bezmyślnie. Jestem ZŁA na siebie. I tutaj znowu Piotruś może powiedzieć: „Nie potrafie cie zrozumieć.” Jestem zła na siebie, bo inni kłamią przed sobą? (tylko nie wiem w którą strone) Bo nie każdy mnie zauważa, pomimo, że mała nie jestem? Heh, absurd. I Martyna i Dawid i Tomek i wielu wielu innych nie widzą. Ja tak. Boleśnie to odczuwam. Eh… Znowu w sercu mnie kłuje. Ide.

Czas kupić lizaka na zgode i pogadać z nim…

No więc jednak ktoś czyta te bzdury. No fajnie. Nie fajny jest ON. Jak Kuba Bogu… I tyle. Już nie myślę i nie tęsknię. I nawet Werter jeszcze śmieszniejszy. Było miło. Teraz we mnie uczucie wrogości do niego i lekceważenia. I nici ze 100dniówki z nim. Tumiwisizm.

Odczekałam 5 miut… i nadal tumiwisizm. Nawet po sprzeczce chwilowej teraz. Co komu do tego jaki mam humor?! Jeżeli mam zły, to mam, choćby przez rok non stop! Care for yourself!

Gupki gupie…! Zagłębiam tajemnice tajboxu. Lol!

Są jednak osoby, które lubią to co ja…=] Kakao w empiku, taniec w deszczu, leżenie na trawie, oglądanie chmur i milczenie…

…więc spleć swe palce z moimi palcami i chodź- prowadź i daj się prowadzić tam, gdzie czeka nas czas, dobry czas…

W samotni mej…

8 komentarzy

Czy ktoś tego bloga jeszcze czyta?

Czy kiedyś w końcu moja głupota zostanie ukarana? Czy w końcu przeholuję i obudzę się w szpitalu bądź wcale? Porąbane myśli szaleńca…
Dlaczego większość mnie nie rozumie? Bo jestem porąbana. Dziwna. Śmieszna. A może tak trwam przy swoim zdaniu i nie daję sobie narzucić innego? Nie wiem.
Śnię coraz intensywniej, realniej. Jakkolwiek, niedosypiam. Pomimo starań.
Myślę i tęsknię mniej. Coraz. Zapewne do przyszłego tygodnia. Ale radość, że teraz mniej.
Oj, właśnie zawitały trudne dni… I zmierzła jestem. Wogóle ja ciągle zmierzła bywam.

A to, że się kłócę z klasą(osobowe przypadki), to już nie moja wina. To oni się uwzięli, oni mają ciągłe pretensje. Wszystko oni, nie ja. Są gorzej zryci niż ja. No. I to, że mam takie opisy, a nie inne- jak ktoś ich czytać nie chce, niech mnie usunie, bądź zablokuje. Żaden problem.
Uffff.

Muszę dać upust mojej agresji:
ajshduiew vr7h43n 87435807897908()&H(*&&YHG^&*^T*) JHHtysdyw09r40-$%^%$qwjhdsafhvn csdayfhjd !!!!!!!!!!!!!!!!!

No.

Bo oni się nie znają na poezji. A ja tymbardziej. Nikt się nie zna. Chwalić też nikt nie potrafi. Tak musi być. Aby komuś było smutno i przykro. Taka kolej rzeczy. Bo fałszu we mnie więcej niż dopuszczalnie. Może dlatego czasem ktoś się na chwilę uśmiechnie, może zdaje się, że ja umiem chwalić?
Bo ja tak wogóle to nie czuje się zwyciężona. Raczej przegrana. Nie satysfakcjonuje mnie to. Bo nikt sie na tym nie zna. Chwalić też nikt nie potrafi.
Jak wielu jeszcze zapomni? Chciałabym zaprotestować. Naprzeciw zapominaniu o innych. Chcę coś wnieść, coś dać swoją osobą. Próbowałam. Nie udało się.

„A ja nie chciałabym tak poprostu poprostu przeminąć.”

Narazie puste me i bezsensowne dni wypełnia Poświatowska.(od dzisiaj) Narazie chcę, aby snem żelaznym moje dalsze życie było… Nadal myślę. Nie zapomniałam o moich Werterowskich skłonnościach.

„drzazga mojej wyobraźni
czasem zapala się od słowa
a czasem od zapachu soli
i czuję jak pode mną
przestępuje z nogi na nogę okręt
i ocean jest niezmierzony
bez żadnego brzegu
zamknięta w łupinie drewna
jestem cudownie wolna
nie kocham nikogo
i niczego”
/H. Poświatowska/

Piątek. Zauroczona niemieckim świństwem koloru złocistego. Jeszcze bardziej zauroczona konwersacjami w stanie upojenia. Obietnica zrekompensowana. Nie chciałam spać, nie chciałam wracać. Chciałam, by chwila trwała wiecznie! Powrót do codzienności dosyć bolesnym był…

Sobota. Ponure przygotowania do wieczornego balu, do wieczornego balu przygotownia ponure. Na balu, jak w przygotowaniach, ponuro. Modlić się, by odwóz przyjechał jak najszybciej- rzadkość.

Niedziela. Sennie, senniej. Spanie całodniowe, bez pożegnań, bez zbędnych słów. Poprostu snem była niedziela.

Poniedziałek. Myślę i tęsknię. Wertera cierpienia nie wzruszają mnie. Śnił mi się sen- brzydki, głupi, bezsensu! Cały czas myślę. Dziękuję za kartkę- u jubilatki. Szkoda, że tylko wtedy przyjaźń okazywana… Myślę.

Wtorek. Nadal Werter. Nudziarz. Translantacje na angielski. Męczarnie okrutne. Fitness. Zabawne. Tęskno. Myśli wokół jednej osoby.

Dzisiaj. Porażka na paru lekcjach. Trochę śmiechu. Werter. Zaczynam go rozumieć, śmiejąc się z jego naiwności jednocześnie. Myślę i tęsknie jednocześnie. Rozdzielność uwagi superowa. Myślę. Myślę. Cogito. Ech, myśli nocne duszy mojej…
Dziwne spostrzeżenia na temat małych kuzynów. Decyzja- turystyka. Idę usnąć snem zapewne niewiecznym. I będę śnić koszmary zakamarków umysłu mojego, aby nadal myśleć i tęsknić…


  • RSS