marsja blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2005

No, wróciłam z 4-dniowego pobytu w górach. Nie bede sie rozpisywać, powiem tylko, że nigdy(!) już więcej nie będe pić z góralami=]! „Te śląskie dziołchy są chyba najładniejsze…” No baaaaa:P No a z jednym sie miałam bić(znaczy on nie chciał, ja chciałam:D)

Kończą sie feeeerie;/ W sumie było git tylko troche nudnawo. Ale jak sobie pomyśle, że sie uczyć mam znowu to mnie coś bierze… bleh! Brat teraz na 100dniówce sie bawi (hihi-do fryzjera szedł „fryzure se zrobić”), a ja se słoocham mojej muzyki… mniam!
Mama sobie ręke perfidnie złamała w nadgarstq, z przemieszczeniami, i przez 6 tygodni, Marzenko, nie jemy obiadów:) a sprząta nam pokojówka, hehe:P
Mnie cosik choróbsko zbiera;/ a w niedziele ide na 50-lecie ślubu cioci:P Mam wyskoczyć w szpilkach(!) i spódnicy(!!!)… Bedzie jak na weselu-tańce i picie=] Moje skromne głosy o ubranie glanów spełzły na niczym:( Bede twardziel i cały dzień bede pomykać w szpilkach haha! No, to chyba tyle z mojego życia teraźniejszego…
A! Zamówiłam sobie koszulke i bluzke w szopie netowym. Z exploited’ów i misfits’ów, odpowiednio. Mama stwierdziła, że exploited to sataniści. Misfitsów nawet nie pokazywałam:) K’woli ścisłości- na obu bluzkach są czaszki. No i fajnie.

A ideał… no, pojechał do Niemiec, nie wiem czy wrócił czy nie. Pytać sie nie bede! Co tam- to tylko 3 dni do szkoły, phi! (hmm, akurat teraz leci piosenka z festivalu, ironia;/)

I always there for you
You’re never fucking there for me
That’s the way it seems to be
And the way it’s always been

I never changed

I was always there for you
Always first in the queue
I used to do anything
And everything just for you

I never changed

I’m still fucking here for you
No matter what you say or do
Cos that’s the way i’ve always been
And you know that’s fucking true

I never changed

Exploited „I never changed”

Coś, albo kogoś mi to przypomina… Chyba mnie;( I ideał… Kurwa!

Ale mam powód, aby siebie kochać=]…

Bede płakać! Co z tego, że ferie?! Pojutrze zaczyna sie w III rzeszy ->festival<-… Ponad 40 kapel… Co tu dużo gadać- musze czekać na relacje do końca ferii;(… FAK!

Nudy, nudy… Robienie breloczków z żyłek(->reklama „o zakręconym p. Romanie, nauczycielu geografii…) mi sie nudzi. Uczyć sie bede w przyszłym tyg. Słoocham muzy…(podobno nawet najbardziej tolerancyjni jej nie znoszą- wczoraj udowodnione;/)

Wczoraj było gitowo. Była kumpela i oglądałyśmy filmy-> „13 duchów”, „Resident evil” i „American pie;)”(niestety „I stanie sie koniec” przegrało głosowanie o 00.30 w nocy). Morał z tych filmów- NIGDY NIE ZBLIŻAJ SIE DO ŚCIANY, tymbardziej szklanej! Hieh hieh.

Gryze farbe z biurka (czy cokolwiek to jest) z nudów i rozpaczy… Kurwa 3 dni, 3 dni i ponad 40 kapel… Łeeeee. Koniec! Twardziel jestem! Już, no:)
Ahh! Ponoć mam dostać 18% sok bananowy z SO4, który już pędzi sie w piwnicy pewnej osoby;) heh faaajnie;]

Więc- przez kilka najbliższych dni obecna tutaj tylko ciałem. Dobrze, że choć te mp3 mam=]… Co potem, to sie okaże:) Oi!

Do N.:

2 komentarzy

Wiem, że od pewnego czasu odsunęłyśmy sie od siebie i nie jest jak kiedyś. Piszę to, żebyś wiedziała, że mi z tym źle. Nie wiem, jak Ty sie z tym wszystkim czujesz. I nie mów, że wszystko jest oki. Po co znowu udawać?
Nie mów również, że to moja sprawa i moje życie, a nawet jeśli to i tak jesteś jego częścią.
Obie gdzieś popełniłyśmy błąd. I chyba trzeba by go naprawić…

Różnimy sie od siebie cholernie. Muzyką, poglądami, sposobem patrzenia na świat, ideałem faceta (kto by sie tam ode mnie nie różnił tym?). Ale cośtam nas chyba łączyło…

Zrób co chcesz, jeśli to olewasz- spoko, przeżyje…
To wszystko…

„Pzyjaciel wielu jest niczyim przyjacielem”…

Tak, nie wiem co ta laska w busie o mnie pomyślała, jak jej to kumpela powiedziała… No co? Ja tylko szukałam, schylając sie tych spodni, jego spodni:P

No, hmm na szczęście nie jestem harcerzem, harcerką tymbardziej, bo złamałam słowo. O, jak mi przykro… he he=] Znaczy wczoraj poszła wiązanka przed treningiem („wy jesteście kurwa tak pojebani, że ja pierdole”) i sie skończyło. Zachowanie mam wzorowe. Hah! Znowu odzywa sie moja skromność(;P)- czy zachowanie nie jest wystawiane za wygląd??? HAHAHAHA! Dobra jestem:P No ładnie, ładnie…

Kurde zwariuje tutaj! Dopiero co pisałam o zamordowanej kobiecie, a tu wczoraj rano 23-letni chłopak skoczył z mostu i sie zabił;( Podobno znaleźli przy nim wezwanie do woja…

Nic mi sie nie chce… Zapadłam na śmierdzące lenistwo i totalne nieróbstwo… Heh w sumie to u mnie normalne=D

No, czasem trzeba grzebać wspomnienia, choćby były najpiękniejsze… Żyć tym co jest i będzie, nie tym co było. Ja tak próbuje… Życie buduję na fundamentach blizn i ran rozczarowań od nowa… Ciągle od nowa…
Wczoraj mnie naszły wspomnienia o „facetach” z ostatnich paru miesięcy. Z każdym mam dobry kontakt. Ba, nawet bardzo dobry. Ale te starania, niepewność, radości, smutki i rozczarowania nie poszły na marne, wg mnie. Lekcja życia. Kolejny kamień doświadczenia… Nie mam im tego za złe, nie jestem zła na siebie, że coś zrobiłam czy powiedziałam nie tak. Już nie…

;( bede ryczeć, a ja twardziel:oP Więc kończę zdaniem kumpeli (tej od psychotropów): „SUTY MI STWARDŁY!” Idę, je ogrzać, bo faktycznie mi zimno:P

Dzieki wszystkim, którzy przyczynili się do zmiany mojego nastroju;) (wy już tam wiecie kto;P)

Oi! Wszystkim Oi!
Amen…

Ale chyba skrócę ten czas do wystawienia ocen z zachowania:]
Bo ten świat jest zryty, bo to wszystko jest bezsensu… Normalnie Mierda mundial!
Chciałam, starałam się, aby moje notki były względnie wesołe, ale kurde już nie moge… No, ale wg niektórych to ja twardziel jestem i sie nie łamie. Taa… Więc wszem o wobec mówie: Jestem kobita i ryczeć mam prawo, ba, nawet obowiązek od czasu do czasu! Bo maszyną ani robotem to Bozia mnie nie stworzyła. Wrrr!
Co do ideału to muszę z ogromnym żalem i smutkiem i płaczem prawie wręcz stwierdzić, że ni ma takiego numeru! Mam zonka… („mamo, zonk to peh”:P) Łeeee, co ja teraz zrobie?! Chyba se palne w łeb:D
Mam boskie ocenki… Z WOK-u (patrz: poprzednia nota) dostałam 4-, lol he he:) Sie ma tą siłe persfazji;) Aha i czytacie notke najlepszego informatyka ds excela 2005;]- celujący ze sprawdzianu. ha ha ha! Cóż za uberraschung:P Boska jestem, wiem… Nie ma to jak skromność;)

Kurcze, nasze miasto stało sie niebezpieczne. Ostatnio w piątek czy sobote w lasku znaleźli zmasakrowane i powieszone za nogi (do góry nogami) ciało kobiety (wiek- 36 bodajże lat). Oj, ja sie zaczynam bać… Nawet mama mnie ostrzega („Masz nie gadać z nieznajomymi! Nie reaguj na zaczepki. Bo ja cie już znam…! Nie możesz chodzić sama po ciemku!”) No i skończyło sie rumakowanie. He he, do knajpy to chyba z tatą bede chodzić=] Przikro…

Hah! Ani razu w notce nie przeklęłam! Jak dzisiaj przeczytałam regulamin ocen z zachowania to sie okazało, że z moim „językiem” zasługuję na nieodpowiednie (gorsze jest naganne;)). Więc patrząc na moją postawę w 1 semestrze, sprawiedliwie, skromnie i solidarnie dałam sobie bardzo dobre:P I już nie bede kląć. Słowo całego ZHP!!!

Oki kończę, bzykne tylko was…
BZZZZZZZZZZZZZZZYYYYYYYYYYYYYYKKKKK!!!

No to z buntowniczym nastawieniem na jutro, zmęczonymi palcami i mentlikiem w głowie mówie wszystkim OI!

Oi! ludzie Oi!

Amen!

Cytat ze słownika angielskiego…=]

Wracając jeszcze do poprzedniej notki… Kuzyn (nie wiem jakim cudem ale najbardziej podobny do mnie-f seksie środkowym) przyjechał dzień po nowym roku i pierwsze jego pytanie brzmiało:
Ł.:Jak tam, pijaku?
A.:Nie piłam
Ł.:Nie kłam mnie! Musiałbym cie nie znać!
A.:No to u mnie tak jak u ciebie:P
Ł.:I wszystko jasne;)

Hehe… W szkole to hmm, kilka osób wyzwało mnie od: pijaków, brynoli i meneli=D, a klasa kumpeli (znaczy sie osoby, które tam były) szukała mnie w poniedziałek po szkole! LOL!

Tak sobie dzisiaj wymyśliłam- i tu wieeeelkie rozczarowanie pewnie facetów(niektórych)- że ja chce za męża (or samfing lajk dat) faceta, który:
-słucha punk rocka, etc.
-ma troche oleju we łbie
-bede sie czuć przy nim bezpiecznie (czytaj: żadnych chuderlaków)
-nosi fryzure jak którykolwiek (żeby nie wybrzydzać) koleś z zespołu The Casualties, ewentualnie wygolony
-mile widziane tatuaże=]
-i, of korz, musi low mi, musi być nafing kompers tu ju no ale aż tak fest romantic to nie musi być. Ma być chłopem:P
No to takie moje skromne wymagania… Wiem, że ja patrze sobie na wygląd, no ale tak już sobie mam teraz jakoś ostatnio. Hah! CZY SĄ TACY?!

Hmm, nie wiem co pisać, ale musiałabym spłynąć w wyro, bo „tomorrow belongs to us”. Znaczy- jutro mam 8 lekcji na 7… Bosko=] A ja musze jeszcze dwa dni ciężkie boje o oceny toczyć. Wrr!
I aż fstyt sie przyznać, że z WOK-u, czyli wiedzy o koolturze mam 3(z innych przedmiotów mam 4 i 5 :P)… Przecież ja taaaaka koolturalna i wogóle jestem… A fe!

No, a z powodu że mama mi kawy tak dużo zabroniła pić, zastrajkowałam. Zamiast pycha kawy, normalnej z wodą i cukrem, piję od dziś mleko z kawą i cukrem. Mówie wam:OHYYYDA!!! I choćbym miała rzygać za każdym razem, bede. Na złość! A co?! JA CHCE KAWYYYYY! Nie pozwólcie mi zostać popaprańcem emocjonalnym!!! Ja tak narzekam… ojjjj!

PS. Przepraszam za moje „anglizmy w textach, ale moje „postanowienie” u native speaker’a na angielskim było, że bede używać angielskiego jak najczęściej moge. Właśnie, jak widać, robię to:D

No to zmywam… Pamiętać:
God sejf de kłin!
W imię Ojca i Syna i de kaszualtisów/analogsów/łotewer!
Rudie can’t fail!
Oi! ludzie Oi!

Hmm, od czego by tu zacząć…
Na sylwestra pojechałam ze starą znajomą do jej koleżanki z klasy. K’woli ścisłości- nie znałam ani koleżanki ani reszty osób. Więc owa impreza miała miejsce nie gdzie indziej, tylko na jakiejś wsi. Po podziękowaniu i powiedzeniu „dobranoc” tacie koleżanki za podwóz, mądra Ania chciała poszanować. Lecz zamiast powiedzieć „Szczęśliwego Nowego Roku” powiedziałam „Wesołych Świąt”. Tak…
Poznanie osób nie sprawiło kłopotu. Gorzej z zapamiętaniem imion:P. Na dzień dobry małe „conieco” i co? I zonk! Bo zaczęłam się bawić do techno. Ale jak zabawa, to zabawa.
O godzinie 22 już 3 osoby zdążyły zarzygać:
1) kibel
2) dywan
3) wersalkę
4) parapet
5) balkon
6) zlew
Współczuje kumpeli, która to sprzątała…
Wizja przerwania imprezy przez siostre organizatorki wisiała na włosku. Ostatecznie o godzinie 23 7 osób opuściło lokal. I wery bardzo dobrze. A jak! Nie będzie mi jakiś napakowany 150-centymetrowy mejdej pouczał, że mam dopiero 16 lat i mam nie pić. Oj, przepraszam kolegę, ale to nie ja trzaskałam cholernymi drzwiami, nie ja stłukłam szklanke, nie ja przyniosłam wódke, nie ja rzygałam i nie ja do jasnej anielki podburzałam siostre!
Więc od 23 zostały fajne osoby (w tym 2 już spały). Ajjjjjj! Zapomniałabym! Przyszło trzech kolesi i co się okazało?! Że jednego znam! Z tym, że on mnie chciał kiedyś bliżej „poznać”. Aż mi się troszeczke zrobiło głupio. Ale co tam! Ja i się będę przejmować! A phi!
No i zaczęło się „moje” picie po północy. Najpierw wzięłam z kuchni, gdzie robione były fryty, szampana (kumpela zrobiła 2 łyki, druga laska łyk). Przecież szampan się marnować nie będzie! No to Ania znowuż wzięła go sobie pod pachę i podreptała na wersalke. No i sobie piję, a tu przewodniczący naszej szkoły(!!!) daje mi prawie całe piwo (dopiero co otwarte) i mówi: ”masz pozwolenie przewodniczącego- pij do dna”. No to jak to ja, wstałam, w jednej ręce butelka szampana, w drugiej piwo i piję. I myślicie, że wypiłam?! Macie rację. Gdy dałam mu pustą puszke, powiedział, że go przerażam, heh. Ma się to „coś”. No i wtedy zadzwoniła moja mama. Ooops!
M.: Czemu nie wzięłaś szampana?
A.: A kupiłaś mi?
M.: A co było na stole?
A.: Eeee szampan… No, to macie o szampana do przodu
M.: I to są twoje życzenia?
A.: Yyy, aaa, no! To wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia… znaczy szczęśliwego Nowego!
M.: Ile już wypiłaś?
A.: Nooo tylko troche szampana…
Taa, a potem to wypiłam 2 kawy. Znaczy chyba dwie. No, ale upaćkałam się nimi. I do tych kaw jadłam fryty. Hmm, potem mój „znajomy” dał mi kieliszek, mówiąc: „Nie zrób wstydu kuzynowi” (znajomy kuzyna). Ja, już MĄDRA(!) mówię: „Ja nie mogę czystej…” i…wlałam to do kubka zalałam sokiem i wypiłam. Zdolna. Nie ma co. A! przypomniałam sobie. Z przewodniczącym jeszcze dwa drinki gdzieś na początku impry wypiłam. No to tyle z mojego picia. Nie pamiętam jak to zrobiłam, ale zadzwoniłam o 4 nad ranem po tate, żeby przyjechał, i nawet wytłumaczyłam mu droge! A w samochodzie normalnie gadaliśmy. Tylko o czym…?

Dzisiaj rano, po 4,5 h snu wstałam. Albo przynajmniej spróbowałam wstać… W głowie karuzela, w sercu lokomotywa, w żołądku…frytki! Istny hardkor! Żałuję do tej pory, że zjadłam ten rosół na obiad. Potem wypiłam 1,5 l wody mineralnej niskosodowej „Vita®”, wzięłam prysznic i tak jakby było ok. Do kościoła poszłam do Natalii i musze przyznać, że oni tam mają bardzo uporządkowany porządek. Bueheh- ostatni idą pierwsi na komunię, ostatni pierwsi wychodzą, itp. To u nas jest anarchia! Hah, prawie spałam, ale byłam dzielna- cały czas gadałam…
No, tak w skrócie opiszę mojego sylwestra.
Proszę o gromkie brawa i uznanie, bo przy tym stanie taka notka to prawie samobójstwo! Ot co!

Bóg zapłać za uwage!
A teraz let’s go sniffin’ glue all day!
RUDIE CAN’T FAIL! W imię Ojca i Syna i de kaszualitsów z nieznanym żołnierzem na przedzie! Amen!
God sejf de kłin! End Graham Masterton tu!
Alleluja!
Krzyż na droge! Kij w oko!
NARA!


  • RSS