marsja blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2004

Cmentarz…

3 komentarzy
Deszcz. W sercu też załamanie wewnętrzne. Z przystanku na cmentarz. Nogi same niosą, jak gdyby chodziły tędy całe życie. Po drodze jakiś **** ochlapał moje spodnie. Wrr.
Cmentarz. Pusto. Bosko. Cicho. Szaro. Zimno. Pierwszy grób. Modlitwa. Krótka. Prośba. Czy będzie wysłuchana? Okaże się. Zaduma. Jeszcze tu wrócę. Drugi grób. Powtórka z modlitwy. Prośba. Rozmowa. Łzy. „…i tylko deszcz widział me łzy na cmentarzu za bliskich wylane…”. Trzeci grób. Modlitwa. Prośba do Boga o spokój duszy. Powrót. Wiatr głaskał spłakane policzki. Czułam się jak małe dziecko bez zabawki. No i co? Poszłam sobie do dziadka. Nie moja wina, że od dwóch lat nie żyje…

Wczoraj, a raczej dzisiaj po raz drugi zawiodłam się na swojej ?przyjaciółce? Nienawidzę jak ktoś traci rozum, poczucie odpowiedzialności i dojrzałość przy facetach. Dl mnie to jest olewanie kogoś kto się martwi o drugą osobę. W sumie… też mogę innych olewać. Ale nikt mnie wtedy nie ma prawa nazwać swoją przyjaciółką, bo przyjaźń wymaga pewnych obowiązków. I na dodatek wychodzę na ta najgorsza. Cóż za ironia losu…

Jutro do nowej szkoły… Horror.

No, wróciłam do domku! Co z tego, że już 2 dni temu- nie miałam czasu ani ochoty na pisanie…
Ciągle tęsknię za Zakopanym:( Pomimo tego, że nie chciałam jechać (patrz: notka wcześniejsza). Tęsknię za Tadziem(:D), Kaziem, Marysią, Piotrkiem, Anią, Tomkiem, no i oczywiście za TOFIKAMI! Jeszcze tam wrócę. Na bank!
Atmosfera na treningach przypominała rodzinny grobowiec. Ale to rybka, bo i tak każdy wolał wieczorem oglądać filmy na dole=] Tam to się działo ho ho:P Nic więcej nie dodam- proszę się domyślić.
W góry poszliśmy, a jakże. Z malutką różnicą- w tamtym roku nie wisiałam nad przepaścią podtrzymywana tylko na łańcuchu! Efekt- nogi posiniaczone, dłonie popuchnięte.
Najlepsza jednakowoż była noc, kiedy zjadłam pół McDonald’sa, tj. 2,5 dużego shake’a czekoladowego, cheeseburgera, pół BigMac’a, duże frytki, do tego drink i piwo. Odechciało mi się shake’ów i jedzenia z McDonald’sa na jakiś czas.
W ogóle w tym roku jakieś takie przekręty były. Przechodzenie balkonami, picie, picie, picie… Jak oglądałam kasetę z 2 ostatnich dni, to stwierdziłam, że to nie był obóz taneczny, tylko jakichś alkoholików:P To jest tym bardziej dziwne, że ja nic nie piłam:)
Ale ja tam wrócę za niedługo i znowu poszukam tofików i sysunii=]…
No, i znowu nadszedł wyczekany, ukochany, wymarzony wyjazd na obóz taneczny do Zakopanego. Normalnie cały rok na niego czekałam:|

Zacznę od wyciągania ubrań z szafy. O! Znalazły się 2 koszulki, których szukałam jakiś czas=] Hm, muszę zrezygnować z części rzeczy. Reszta do prania i prasowania. Potem trzeba to „jakoś” spakować. Zostawię to mamie :D
Czas na dojazd. Dobrze, że jedziemy w 3 samochodem, bo umarłabym z nudów… Jakoś zleci.

Po przyjeździe znowu na Krupówki. Jedyne NORMALNE wyjście podczas obozu (bo bez trenera :P) Potem wszyscy zaczną się zjeżdżać i wpychać do pokoi. Wrr. I najgorsze: ROZPAKOWAĆ się. Potem jakieś tam spotkanie ble ble ble i spać.

Na szczęście w tym roku nie ma biegania. Jedyne pocieszenie. Śniadanie- ja już jestem zmęczona:( (kto to widział wstawać przed 8?!) I na pierwszy czterogodzinny trening. Na samą myśl mi się chce rzygać. Nie no, w sumie zajebiste uczucie- 4h non-stop zapierdzielać po sali. Do pensjonatu (czy jakkolwiek się to nazywa) dochodzę o cudzych siłach. Po obiadku chwila na „spanie” (dobre sobie- niecała godzina). Po tym prawdopodobnie kolejny dwugodzinny trening. Kolacja i czas dla siebie, czasem wyjście na Krupówki.

Jeden dzień (jeżeli pogoda dopisze) spędzimy w górach. W 2 godziny dojdziemy do Giewontu, potem po jakichśtam górach (Czerwone Wierchy?) Powrót do pokoi i zgon=]
Znowu będę przez jeden dzień rzygać niczym. Siupel:)

Z dziedziny rozrywki to w Zakopanem czeka nas „podniesiony” ton głosu trenera o 00.00 w budynku (cytuję: „Co to ja, kurwa, w cyrku jestem?!”). Co do trenera to krzyczy prawie dziennie, ale luzik. Pewnie znowu mnie czeka robienie przysiadów na środku Krupówek z głośnym recytowaniem: „Już nigdy nie spóźnię się na zbiórkę”. Może mnie to ominie, bo w tym roku nie będzie Beaty i Sylwii (to przez nią, ona miała zepsuty zegarek :P)

Ciekawe, jaka będzie ostatnia noc… Oby „normalniejsza” od tej sprzed roku :D.

A więc…UPRAWIAM KŁOPOTY W ZAKOPANEM OD 16-26 SIERPNIA 2004 :D

Jednym słowem ten obóz będzie ZAJEBISTY:|

Zakochana?!

3 komentarzy
Znowu Go spotkałam, znowu z Nim rozmawiałam… Znowu uśmiech na twarzy:) Znowu lepiej…
Jednak znowu mi się wydaje, że to nie ma sensu. Ja sobie zapewne głupie nadzieje robie, on mnie pewnie tylko jako koleżanke traktuje… Ach;(

Jeszcze jedna rozmowa z Nim, jeszcze dwie, prare, parenaście, pareset, paretysięcy- to byłby raj=] Mogę z Nim rozmawiać non-stop. Caly czas przebywać w Jego obecności- szczyt marzeń… Ile bym oddała dla tego dotyku dłoni (jakże delikatnych). Ale pewnie znowu jest inaczej w Jego mniemaniu… Ten uśmiech… Czy kiedyś będzie dla mnie??? Tylko dla mnie…?

Czyżbym się zakochała?! Czy jest możliwa miłość od pierwszego (bądź drugiego) wejrzenia??…

Płaczę ja
Płacze Anioł Stróż…
Ja-smutek, niezrozmienie, rozpacz
On-złość na mnie, bezradność…
Ja nienawidze świata
On mnie kocha…
Rzucam się z nożem w ręku
On w swojej ręce ma chustke, którą owija moje rany…
Nie chcę żyć w cieniu innych
On ciągle ukrywa sie za moimi plecami…
Ja chcę umrzeć
Anioł żyje dla mnie…
Ogień
I woda…
Chaos…
Nienawiść…
Miłość…
Potępienie…

Kap, kap…kolejne łzy spadają z hukiem…

…kurwa, jak ja siebie nienawidze…

Sobota. Wrrr. Pobudka i do przygotowań urodzinowych. Zajechanie:| Przyjazd gości. Heh. Pakowanie się. Kłótnia z mamą o jedzienie. Nie chcę jeść. Potem bedziesz głodna. Dobra mamo, wygrałaś. Ja nie jade pierwszą turą na Paprocany ! Jednak jade. Wrrr. Na miejscu poznanie paru osób. O! Kogo widze!=] Hmm. Piwo. Potem jeszcze pare łyków. Gadanie. Przytulanie:P Powrót tłocznym autobusem. Zjedzony cały bochenek chleba. Kontakt mojej głowy z poduszką i natychmiastowy zgon. Wieczór można uznać za udany:D

Niedziela. O je! Do kościoła! Prawie-sen w ławce na chórze. Kazanie o trzeźwości… Bez komentarzy. Obiad. Przed nim szklanka piwa. Powrót na drugi dzień festiwalu. Spotkanie Sylwii. Chwila gadania. Nuuudy! Hmm=] Przyszedł:D Znowu gadanie. Tym razem bez piwa:) Przytulanie:P Kazanie o szkodliwości palenia… Koniec festiwalu;( Łeee… Pworót do domu. Wszyscy zmarznięci. Szybkie zjedzenie bułki i jeszcze szybszy marsz do łóżka:] Zaśnięcie z rekordowym tępem.

Poniedziałek. 8 rano. Kuzynka się do pracy zbiera. Otwieram oczy… Ja nic nie widze!!! Tylko mgła. Znowu sen. Pobudka. Ubieranie sie, pakowanie, i wyjazd. Kiedy znowu tu przyjade??? Hmm. Napisanie wiersza. Dzięki NIEMU. Ale nie ma Natalii… Wrrr. Dzień taki sobie.

Dzisiaj. Złość. Sprzątanie. Złość. Czemu jej nie ma?! Nie jedzie do Katowic. A gadała, że pojedzie… Trudno. Złość. Troche rozmowy. Zrozumienie sensu przyjaźni. Chciałabym znów tak pogadać, jak w weekend… Czy to sie powtórzy???…

Chociaż znałam go pare godzin, gadało mi się z nim, jakby był moim kumplem od lat. Dzięki niemu napisałam „normalny” wiersz, zapomniałam o wszystkich problemach i śmiałam się jak małe dziecko… I inaczej spojrzałam na parę spraw. Potrzebuję więcej takich rozmów… ;(((((((( DZIEKUJE:)


  • RSS